Felietony

 Felietonem nazywam (…) swobodną pogawędkę lekko i dowcipnie omawiającą jakąś sprawę, która w danej chwili zajmuje umysły.

Tak na temat jednego z najpopularniejszych gatunków publicystycznych wypowiadał się  Piotr Chmielowski -  polski historyk literatury żyjący w drugiej połowie XIX wieku.
Wiek XIX skończył się bezpowrotnie, wiek XX to również zamknięty rozdział... Mamy nowe stulecie, a mimo to w definiowaniu felietonu nic się nie zmieniło. Powyższe słowa są nadal aktualnie. Felieton wciąż jest formą, w której jego autorzy, nieraz w humorystyczny i zabarwiony ironią sposób, wyrażają swój osobisty punkt widzenia otaczającej ich, aktualnej rzeczywistości.
Po tym wstępie pt. „Uwag kilka na temat felietonu” zapraszamy do odwiedzenia internetowej przestrzeni, w której uczniowie naszej szkoły, w tekstach utrzymanych w osobistym tonie,  komentują aktualne wydarzenia i problemy.

Na początek proponujemy artykuł dotyczący wolności, indywidualności oraz związanej z tym szkolnej mody… Temat ten chyba od zawsze cieszył się niezwykłą popularnością i nadal wzbudza ogromne emocje, czego dowodem jest poniższy tekst. Zapraszamy do lektury!

(Opracowała: Anna Szulc)




Remigiusz Kowalski - Daczkowski
 


Jesienny wieczór, deszcz przestał padać. Dla mnie idealna pora na samotny spacer po osiedlu Tysiąclecia. Samotny... inaczej. Fizycznie idę sam, ale towarzyszy mi muzyka - nieodłączna część mojego życia. Dzisiaj potrzebna jak nigdy, bo muszę napisać jak Ona wpływa na człowieka.
Powiedzieć, że ten wpływ jest ogromny to jak nie powiedzieć nic. Serio już przed samym wyjściem, jeszcze nie założyłem słuchawek, a w mojej głowie mnożą się sposoby i przykłady Jej wpływu na nas. Już sama forma jaką używam "Ona", jakby była osobą zupełnie jak Ty, albo Ja. Nie wiem czemu, ale do każdego rodzaju sztuki czuję jakiś szacunek. Każdy efekt pracy człowieka należy szanować, ale nie oznacza to, że powinien być wolny od krytyki. Pamiętajmy o tym, bo wydaje mi się, że akurat o obu tych aspektach wielu lubi zapominać.

Oaza spokoju Jeszcze nie wyszedłem, a już mam jeden, wyraźny wpływ. Muzyka uspokaja. Nie bez powodu nazywa się ją "masażem dla mózgu". Niezwykle trafne, ale samego masażu nie lubię. Dlatego, używając eufemizmu, nie jestem fanem disco polo i muzyki typowo klubowej. Chociaż zdaję sobie sprawę, że ta idealnie uspokaja umysł (ale i pobudza ciało) jednak wolę relaks produktywny. Wiecie, że żeby ten czas zaprocentował i nazajutrz pojawiło się coś więcej niż kac.

Jak tylko rozważam o muzyce jako tej oazie, automatycznie mam przed oczami klatki z filmu "Ghost Dogg: Droga samuraja". Tajemniczość i nietypowość głównego bohatera jest na tyle ogromna, że do tej pory nie jestem pewny jego zachowań. Otóż mamy do czynienia z... czarnym samurajem. I nie tylko jego kimono ma kolor węgla, ale i jego skóra. Połączenie przyznacie nietypowe, wywołujące uśmiech politowania, bo "Jak murzyn może być samurajem?" przecierali łysi panowie oczy, które zalały się łzami przez śmiech (o muzyce skinów też będzie, ale to potem). Wracając, może być, studiując "Hagakure" Dogg pojął system wartości japońskich wojowników i mógł spłacić dług, który pojawił się wraz z ratunkiem, który otrzymał od miejscowego mafiosy. Długi należy spłacać, więc stał się jego wasalem. A jak szogun działa w świecie przestępczym to jego dłużnik zostanie albo złodziejem, albo dilerem, albo płatnym zabójcą. Dogg wybrał tą ostatnią opcję. I tutaj przechodzimy do "części muzycznej". Ghost Dogg ma swój rytuał przed wykonaniem zlecenia: kradnie samochód, którym udaje się na miejsce zbrodni, a w trakcie jazdy puszcza muzykę (a jako, że RZA był odpowiedzialny za Nią, więc rap króluje w całym filmie). I właśnie, tajemniczość głównego bohatera nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Czy potrzebuje się uspokoić przed mordem? Czy po prostu skoncentrować? A może jedno i drugie? Potęgowanie nienawiści Nie wiem czemu, ale człowiek w swojej naturze lubi nawet coś tak pozytywnego jak sztuka wykorzystać do czegoś negatywnego. Używam tutaj po raz kolejny eufemizmu, bo jakbym nie zachowywał powściągliwości to zapewne dostałbym po głowie za używanie niecenzuralnych słów. Nienawiść. Nienawidzę tego uczucia.

Wiem jak to wygląda, ale tak jest. Ze względu na ułożony w mojej głowie światopogląd i system wartości uważam siebie za pacyfistę. Jednak piękno świata polega na jego różnorodności, która w tym przypadku nie przywdziewa twarzy Wenus z Milo. A paskudną gębę jednej z dwóch staruch jedzących zupę (obraz Goyi). Istnieją bowiem ludzie, którzy kochają nienawiść do drugiego człowieka. Po prostu, dla mnie to dalej niepojęte.
Tutaj zahaczamy o wspomnianych wcześniej skinach. I w tym miejscu muszę się przyznać, że kiedyś ich muzyki słuchałem (i to w sumie chyba to ukształtowało najbardziej mój światopogląd, w myśl sentencji Kartezjuesz: Dubito ergo cogito, cogito ergo sum), więc mam pełniejszy pogląd od raczej większości z Was.

Muzyka Honoru, czy Konkwisty 88, pomimo dużej jakości estetycznej, jest przepełniona czystym jadem nienawiści do drugiego człowieka. Podstawą tekstów jest neonazizm (są Polakami), więc w głównej mierze obrywa się Żydom, ale mają też teksty antychrześcijańskie. Wynika to z umiłowaniem do mitologii nordyckiej. Wiecie czują się wikingami (dalej są Polakami) i tak dalej.
Zostawmy ich jednak, bo i tak za dużo miejsca im poświęciłem. Jako, że jestem świeżo po lekturze "Roku 1984" Orwella jestem w stanie przekazać wam kolejny przykład negatywnego wykorzystania muzyki. Chodzi o opisane w tej książce "Dwie Minuty Nienawiści". W świecie tam przedstawionym jest to codzienny rytuał każdego mieszkańca Oceanii. Partia tym samym utwierdza społeczeństwo ma wroga, w postaci Bractwa z Goldsteinem na czele, gdzie faktycznie jest to wróg Partii. Muzyka w tym seansie nienawiści ma na cele wpłynąć na odbiorcę tak, by ten aż wstał i rzucał przedmiotami w teleekran. Co oczywiście przynosi pożądany skutek.

Bunt "Olevvaj system", "Dezerter", czy niepozorne "Pod McDonaldem". To trzy z naprawdę wielu punk rockowych kawałków, które swego czasu królowały na moich playlistach. Punk = Bunt. To oczywiste jak 2+2. Rozdrabniać to na czynniki pierwsze nie mam zbytnio zamiaru, bo patrz fragment o niecenzuralnych słowach. Punk = wulgarność, bród. To również oczywiste. Zajmę się więc bardziej "elitarnym" objawem buntu. Mianowicie twórczość Jacka Kaczmarskiego. W PRL-u wolność słowa była jak Azjatycka Fundacja Praw Człowieka, no po prostu nie istniała. Jednak nasz bard potrafił stworzyć ogrom wierszy, które potem śpiewał do akompaniamentu gitary (a jak się pojawił Zbigniew Łapiński to i pianino się pojawiło, a jak Przemysław Gintrowski się dołączył to już w ogóle, legendarne trio). Jego (ich) twórczość była na tyle niewygodna dla systemu, więc zmusiło to ich do emigracji, na Zachód. Z pośród 1000 wierszy, najsłynniejsze okazały się "Mury", które na przekór autorowi okazały się pieśnią mass. Taka ironia losu. Jednak to fakt, "Solidarność" z tą pieśnią na ustach walczyła z systemem. Motywacja i rozwój

Wróćmy jednak do pozytywów, bo tych jest więcej i bardziej jednak na nich chcę się skupić. Także no ręka do góry kto słyszał chociaż jeden motywacyjny kawałek? Ja słuchałem ich od groma. I tak lecą tam oklepane slogany, ale jednak do kogoś to trafia. Moim ulubionym jest "Zabiłem grubasa", solowy track Nullizamtyka (tego samego co tworzył Trzeci Wymiar), w którym "zabija" swojego grubasa. Jest to oczywiście przenośnia, bo tytułowy grubas to... jego brzuch i mentalność ciągłej robienia masy. Patrycjusz Kochanowski (bo tak się Nullo nazywa) opowiada na bicie o swojej walce z samym sobą na siłowni. Robi to w taki sposób, że słuchając po raz kolejny, sam zapisałem się swego czasu na siłkę (ehhh i chyba znowu muszę). A to już tylko potwierdza, że muzyka stworzona przez Nullo i DJ Creona (bo to on wyprodukował bit) skłoniła człowieka do wzięcia się za siebie (u mnie z zerowym skutkiem, ale na fanpage'u Nullizmatyka można było zobaczyć wiele zdjęć i przeczytać wiele historii fanów twórczości Nulla). Ale rozwój to nie tylko pakowanie na siłce. Zostańmy jeszcze przy Trzecim Wymiarze, ale jako całości. Chłopaki z Wałbrzycha, jako skład, byli jednymi z najlepszych w Polsce. Jednak bez ciągłego rozwoju i poszerzaniu horyzontów nie dostaliby się na szczyt. Są tego świadom i wiele razy podkreślali to w swoich kawałkach, czy to solowych (jak np Szada - "Wszystko zaczęło się od czystej kartki"), czy jako skład (np.: "Nie ważne jak zaczynasz..."). Do mnie najbardziej przemawia jednak numer "I nie ma dnia bym o tym nie pamiętał" tytułowe "o tym" odnosi się do rozwoju muzycznego, bo jak to zaznaczają bez muzyki ich by nie było, a żeby się w tym biznesie utrzymać to trzeba się rozwijać.
Szczęście, po prostu
Na zakończenie tego wywodu postanowiłem zająć się najlepszym wpływem muzyki. Takim, który sprawia, że bez wahania podpisuje się pod modernistycznym hasłem Eviva l'arte! Muzyka daję szczęście, potrafi jespotęgować i wydłużać w nieskończoność. Wiedzą o tym najlepiej reprezentanci stylu reggea. Wspominam tu o nich, bo musiałem, po prostu musiałem, w tym tekście wspomnieć o postaci Boba Marley'a. To jaką On niepowtarzalną muzykę dał ludzkości to po prostu brak słów. Sam, chcąc spędzić wieczór po jamajsku wybieram właśnie jego. A moment kiedy leci już muzyka i Bob zaczyna śpiewać... Uśmiech na twarzy pojawia się automatycznie.

To chyba tyle. Ważne, żebyście wiedzieli, że ten temat jest bez wątpienia osobisty. Więc pewnie w wielu sprawach się zgodzimy lub nie. Jednak jak już wspomniałem świat jest piękny, bo różnorodny. Polecam wyjdź na chociaż jeden taki spacer jak ja, a wiele się o sobie dowiesz, zapewniam Cię.





Tym razem jedna z naszych uczennic podzieli się z nami swoimi uwagami na temat związany z ekologią. W niewinnie zaczynającym się artykule dowiedzie, że uczniowie IV LO są otwarci na to, co dzieje się w otaczającym ich świecie, są bystrymi obserwatorami i komentatorami rzeczywistości.

          Nareszcie weekend! Czas, w którym choć na chwilę człowiek może oderwać się od codziennych obowiązków i problemów. Wolno nam wtedy zrobić coś zupełnie innego, nieszablonowego.

          Ja najbardziej lubię spędzać ten czas na łonie natury. Wraz z rodziną wybieramy się wtedy do naszego małego domku w górach, w okolicę Milówki, w powiecie żywieckim. Staramy się tam zrelaksować oraz zebrać siły na nadchodzący ciężki tydzień. No właśnie – STARAMY SIĘ! Nie da się jednak uciec od wszystkich trudności. No po prostu się nie da! Kiedy to przyjeżdżasz w swoje ulubione miejsce i zamiast śpiewu ptaków, błękitnego nieba i szumu drzew, zastajesz widok leżących pali, gęstego dymu i jednego, wielkiego, łysego placka. Nastaje taka pustka… Lasy, które jeszcze niedawno były nam tak dobrze znane, które przyciągały nas swoją dzikością i naturalnością, teraz zostały doszczętnie wykarczowane. Jedynie co pozostało, to nic niewarta przestrzeń i dowody zbrodni w formie martwych drzew. I co można zrobić? Chyba tylko zadać pytanie – dlaczego?
          Rozumiem, że drewno w dzisiejszych czasach jest bardzo  potrzebne. Ma takie właściwości, którym nie dorównują żadne inne materiały budowlane. Ale nawet jeśli, to nie przesadzajmy! Jak chcemy aż tak wiele pozyskać z naszych lasów, to nauczmy się przynajmniej dawać też coś w zamian. Możemy przecież wziąć przykład z naszych północnych sąsiadów, którzy stosując gospodarkę racjonalną wycinają drzewa, ale też je sadzą. Ale nie! To przecież zajmuje za dużo czasu, za dużo pieniędzy! Zawsze coś źle. Do tego dochodzi jeszcze narzekanie, że grzyby nie obradzają tak jak kiedyś, że owoców leśnych jest coraz mniej, a dzikie zwierzęta zapuszczają się na tereny zamieszkałe. No a gdzie ta zwierzyna ma żyć? Jak niszczymy ich dom, stołówkę i jednocześnie schronienie. Przecież nie zaczną one nagle przebywać na 5 metrach kwadratowych, a grzyby rosnąć na środku chodnika.
          Jeszcze jedna sprawa nie daje mi spokoju, a która w tym wszystkim jest chyba najbardziej niezrozumiała. Kiedy ostatnio przebywałam w górach, miałam niezwykłą okazję do porozmawiania o całym tym zdarzeniu z osobą, która w tym temacie orientuje się chyba najbardziej. A mianowicie z samym leśnikiem. Tak więc zapytałam się go:
- Proszę Pana, tak właściwie to dlaczego w ostatnim czasie tak wiele drzew zostało wyciętych? Czy kryje się za tym jakiś konkretny powód?
- Oj tak – odpowiedział mi – To jest bardzo ważne dla ogólnego stanu zdrowia lasu. Wiele drzew ostatnio choruje i nie chcemy, żeby ta przypadłość zaczęła się szerzyć na coraz większe obszary.
- Jak to? Drzewa chorują? – mówiłam już nie ze złością, ale z wielkim żalem w głosie – Co do tego doprowadziło?
- Wiele szkodników, które to wybierają sobie najdorodniejszy okaz, wchodzą do niego i powodują ogólne obumarcie organizmu. Do całkowitego ich wyplenienia potrzebna jest ścinka.
          Hmm… No tak, to by może i miało jakikolwiek sens, gdyby nie znowu jedno „ale” z mojej strony. Skoro to wszystko jest winą małych robaczków, to powiedzcie mi – Czemu to te wycięte pale leżą później odłogiem na ziemi? Pozostają one nietknięte przez wiele lat. Przez ten czas robią się spróchniałe i już w ogóle niezdatne do zużycia. Chyba, że w kwestii nawozu i ewentualnego podłoża do dalszego rozwoju roślin. Nie dość więc, że nie osiągamy celu pozbycia się pasożytów, to jeszcze nie wykorzystujemy drewna przydatnego dla ludzkich potrzeb. Jest to nawet niejakie zaproszenie ze strony społeczności, żeby ci niszczyciele mogli się przenieść na kolejne urokliwe drzewko. Będą się mnożyć i mnożyć, a drzewa ginąć. A my, gatunek teoretycznie inteligentny, mimowolnie na to pozwalamy, a nawet sami do tego prowadzimy. Potem zaś pozostanie tylko płacz, kiedy to będziemy umierać na własnoręcznie zrujnowanej Ziemi.
          Jedna osoba, będąca do tego jeszcze dzieckiem, nie może jednak wiele zmienić. Zawsze się słyszy z tego powodu dodatkowo niemiłe komentarze typu: „Ty się na tym nie znasz!” „Jeszcze jesteś do tego za mała”, „Zrozumiesz jak dorośniesz”. Chociaż mam wrażenie, że czasami osoby młodsze wiedzą o wiele więcej niż dorośli. Potrafią jeszcze patrzeć tymi innymi oczyma, nie tylko skierowanymi na zysk i pieniądze. Pragnę więc ludzi przynajmniej trochę uświadomić, że problem polskich lasów jest naprawdę poważny i powinno się na niego zwrócić nieco większą uwagę. Wiadomo – „Nie od razu Rzym zbudowano”, ale jeżeli powoli będziemy podejmować w tym celu pewne kroki, to w końcu osiągniemy należyty sukces i zarówno natura jak i ludzkość będzie z tego powodu zadowolona.


Marta


O spodniach i nie tylko.

Czy istnieje coś gorszego niż ograniczanie wolności człowieka? Czy człowiek, któremu pozwoli się na wszystko zacznie przekraczać granice moralności? Na żadne z tych pytań nie potrafię odpowiedzieć w pełni, jednak wiem, że w mniejszym lub większym stopniu ocierają się one o wymogi dotyczące ubioru w naszej szkole, tj. IV Liceum Ogólnokształcącym w Katowicach.
Do przemyśleń na ten temat zostałem skłoniony niedawno, kiedy to poinformowano mnie, iż przychodzenie do szkoły w postrzępionych spodniach jest niewskazane. Wydaje mi się to lekko niesprawiedliwe, ponieważ uczniowie naszej szkoły mają w tym momencie ograniczoną możliwość podążania za modą, która bez wątpienia jest dla niektórych bardzo istotna. A czy dziurawe jeansy kogoś w jakiś sposób urażają? Czy wpływają negatywnie na postrzeganie naszej szkoły? Otóż moim zdaniem nie… Za to wiem, co mogłoby spowodować powyższe sytuacje, ba… nawet już niejednokrotnie to uczyniło... To pentagram. Symbol szatana, wyśmianie Baranka Bożego.

W ten sam dzień, w którym dowiedziałem się, jak bardzo niestosowne są spodnie z dziurami, zauważyłem na korytarzu dziewczynę w czarnej koszulce z czerwonym pentagramem na samym środku. Pomijając moje osobiste odczucia związane z wiarą oraz tą sytuacją, pomijając, czym kierowała się owa dziewczyna, kupując, a później zakładając taki element odzieży, chciałbym zwrócić uwagę na inny szczegół sytuacji, który zszokował mnie najbardziej: nikt, w żaden sposób nie zwrócił uwagi tej dziewczynie. Żaden z nauczycieli nie postanowił jej pouczyć, upomnieć, a członków naszego szanownego Grona Pedagogicznego minęła dość wielu. Nikt nie postanowił zadziałać nic w sprawie obrazy religii znacznej większości naszej szkoły, a sytuacji, w których inny uczeń był pouczany za dziurawe jeansy, czy krótkie spodenki widziałem multum, co jeszcze bardziej pogłębiło mój szok.
W moim mniemaniu w szkole powinna zostać wprowadzona większa swoboda ubioru. Jednak niech będzie to swoboda, która nie przekracza żadnych wartości moralnych.



                                                                                                          Uczeń klasy II

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz