Żeby nie było śladów
Recenzja
Niedawno miałem przyjemność
oglądać film „Żeby nie było śladów” w reżyserii Jana P. Matuszyńszkiego , który
posiada już szerokie doświadczenie filmowe. Jest to dramat oparty na podstawie
prawdziwych wydarzeń. Przedstawia on walkę z władzą opozycjonistów po
morderstwie 19 letniego poety Grzegorza Przemyka przez Milicję. Dzieło
polsko-francusko-czeskie jest ekranizacją reportażu Cezarego Łazarewicza pt.
„Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka”. Główne role odtworzyli m.in.
Tomasz Ziętek , Sandra Korzeniak oraz Jacek Braciak.
Film przepięknie oddaje
szarość i smutek tamtych czasów. Ukazuje to scenografia, która posiada wiele
elementów charakterystycznych dla tamtej epoki, takich jak meble, przedmioty
codziennego użytku (szczególnie rzucają się w oczy papierosy wypalane w
ogromnych ilościach), czy samochody dopełnione typowym krajobrazem blokowisk z
tamtych lat. Elementy te uzupełnia kolorystka , która jest mocno nasycona
ciepłymi barwami , przy równoczesnym nagromadzeniu szarości i depresyjności
świata przestawionego. W połączeniu z ogólnym skąpieniem światła w scenach
dzieło to pozwala zatopić się w mroku czasów minionych. Niestety częściowo
wrażenie to psuje muzyka , która skupia się głównie na zbyt częstych wręcz
pogrzebowych dźwiękach fortepianu za każdym razem, kiedy opowieść ma jakiś
negatywny zwrot dla bohaterów, co po części staje się komiczne w prawie 3
godzinnym widowisku.
Skoro wspomniałem już o
fabule, to skupię się na niej. Występuje tu wyraźny podział na wstęp,
rozwinięcie i zakończenie. Zabieg ten ma zapewne spowodować jak największe
skupienie się widza na świecie przedstawionym i spełnia tę funkcję wzorowo.
Historia Grzegorza Przemyka , a tak właściwie walki Jurka Popiela o jego dobre
imię, bardzo wciąga. Aktorzy idealnie oddają charakter postaci, jakie zagrali.
Przypomina to swoją formą wręcz filmy dokumentalne. Z ekranu aż bije bieda
przeciętnych ludzi i ich bezradność wobec władzy. Natomiast komuniści,
kierujący wszystkim zza biurek w zamkniętych pokojach, przedstawiają swoją
nieugiętość i niezrozumienie obywateli.
Film daje dużą swobodę
interpretacji. Myślę, że każdy po wyjściu z kina zada sobie pytanie „Co ja bym
zrobił na jego miejscu?”. Nie bez powodu „Żeby nie było śladów” zostało
określone mianem polskiego kandydata do Oscara. Dzieło to jest naprawdę
solidnie wykonane.
Osobiście
uważam, że film ten to majstersztyk i przykład, że europejskie produkcje nie
ustępują w żadnym stopniu tym amerykańskim. Myślę, że każda osoba chcąca zaznać
dobrego kina powinna go obejrzeć. Dramat ten niesie też za sobą wartość
edukacyjną, gdyż poza kilkoma szczegółami, takimi jak niektóre imiona
bohaterów, można go nawet nazwać filmem dokumentalnym. Jest to dzieło
przełomowe, które zapewne w niedalekiej przyszłości otrzyma dużą ilość
nominacji i statuetek filmowych.
Krzysztof