Na Śląsku, o Śląsku, po śląsku



Frele vs Twardoch, 
czyli czy kultura popularna przyczynia się 
do promocji śląskiej godki 
bardziej niż kultura wysoka?

            Z takim tematem dnia 26.04 br. zmagała się młodzież z I LO im. Mikołaja Kopernika oraz IV LO im. gen. Stanisława Maczka w Katowicach podczas debaty oxfordzkiej -  formy publicznego dialogu, która zyskuje ostatnio coraz większą popularność. Standardowo polega ona na starciu dwóch czteroosobowych drużyn, w której każdy z mówców ma cztery minuty na przekonanie do swojej racji. Zwykle poruszane w niej tematy są kontrowersyjne, a zarazem związane z życiem codziennym człowieka. Tak było i tym razem, a w budynku Regionalnego Instytutu Kultury w Katowicach zwyciężyła strona twierdząca, iż kultura popularna lepiej promuje śląską godkę niż kultura wysoka. Przekonajmy się, czy jury podjęło słuszną decyzję. Poniższy artykuł szczegółowo przedstawi argumenty wykorzystane przez obie drużyny, wchodząc z nimi w polemikę i umożliwiając czytelnikom wyrobienie sobie własnego zdania. 

            Na początku tego artykułu, tak jak mówcy rozpoczynający debatę, przybliżymy sobie sens tezy. Kultura popularna, zwana także kulturą masową, ma na celu bezproblemowe trafienie do szerokiej grupy odbiorców. Kultura wysoka jest przeznaczona w głównej mierze dla elit. Istotnym aspektem jest powszechny dostęp do tej pierwszej, w przeciwieństwie do drugiej. Jest to pierwsze podłoże, na którym Frele, działający w Internecie zespół muzyczny przerabiający popularne piosenki na język śląski "przebija" Szczepana Twardocha, znanego śląskiego pisarza. Dostęp do twórczości Freli jest darmowy, natomiast osoba pragnąca zaznajomić się z twórczością Twardocha musi wydać na to pieniądze. Należy zauważyć, że Twardoch także działa w Internecie pisząc felietony, które później omówię, ponieważ niejednokrotnie są związane z tezą. Przywołując aspekt „sieci” Frele ponownie wysuwają się na prowadzenie pod względem zainteresowania. Podczas debaty kilkukrotnie była podkreślana malejąca popularność książek, a rosnąca Internetu. Hipotetycznie, jeżeli młoda osoba miałby poznać lepiej naszą godkę, zrobiłaby to za pośrednictwem Internetu prędzej, aniżeli książki. Jaka jednak byłaby istotna wartość takiej promocji? Czy przesłuchanie trzyminutowej parodii po śląsku miałaby realny wpływ na życie człowieka? Absolutnie nie! Przesłuchując piosenkę nagraną przez Frele, być może zakosztujemy chwili dobrej zabawy, lecz nie zmieni to w żadnym stopniu naszej znajomości tego języka. Czytając książkę, która choćby częściowo jest napisana w śląskiej godce, widzimy jej realne zastosowanie i kunszt. Najlepszym tego przykładem może być „Drach” Twardocha, gdzie równolegle z opisami w języku literackim, występują dialogi zapisane w języku śląskim. Taki zabieg pozwala nam zrozumieć kontekst sytuacji i zastosowanie śląskiej godki w konwencjonalnej rozmowie.
Można by przekształcić tezę w taką, która konfrontuje ilość do jakości. Propozycja, popierająca stronę kultury popularnej uznaje, że prawdziwą promocją jest trafienie do dużej liczby obywateli. W myśl zasady „nie ważne jak, byle o nas usłyszeli”. Opozycja, stojąca murem za kulturą wysoką, przedstawia pogląd, w którym jakość przekazu jest o wiele ważniejsza w promowaniu. Uznaje ona, że prawdziwa rekomendacja następuje jedynie wtedy, gdy dana rzecz przedstawiona jest w jej najlepszym świetle.
Dla uproszczenia przeniesiemy się teraz w bardziej banalne miejsce: do supermarketu. Robiąc zakupy, natrafiamy na produkt, który reklamował w telewizji znany aktor, czarując nas rymowanką. Obok niego widzimy identyczny wyrób, innej firmy, a patrząc na jego skład wydaje się on bliższy ideałowi od poprzednika. Czy wybierzemy ten produkt, o którym słyszeliśmy wiele razy, czy ten, który potencjalnie może okazać się lepszy? Taka codzienna sytuacja każdego z nas w ciągu życia postawi w szachu.
            Oczywiście sama wiedza z życia wzięta nie wystarczy, by dobrze wystąpić na Debacie Oxfordzkiej, a każda z drużyn musi dogłębnie przeszukać wszelkie dostępne źródła wiedzy, by móc zaprezentować swoją stronę w pełnym świetle. Nie trzeba było długo szukać, by znaleźć w Internecie wypowiedź Szczepana Twardocha skierowaną... właśnie przeciw Frelom. Cytując pisarza „Śląsk powinien zniknąć, bo nie zasługuje na istnienie, skoro jedyną formą, w jakiej się masowo spełnia jest prymitywny kabaret, którego komizmu istotą jest śląskość sama”.  Wypowiedź ta jest jednoznaczna, a zarazem ambiwalentna i można ją umiejętnie wykorzystać zarówno do obrony jak i potwierdzenia tezy.
            Nie jest to jedyny przykład zaczerpnięty z internetowej działalności Szczepana Twardocha bezpośrednio odwołujący się do tezy. W artykule „Dlaczego nie piszę po Śląsku” ponownie można odczuć niesmak do samej osoby, jak i jego rzekomo promotorskiej działalności. Pisarz przedstawia swoje stanowisko, mówiąc, że z powodu przeważającej liczby Polaków nie mówiących po Śląsku, straciłby on znaczny dochód z książek, podoba mu się bardziej język literacki, a godka w książkach takich jak „Drach” stanowi jedynie element uatrakcyjnienia.
            W debacie, gdy przeciwnik wchodzi na swój grunt czasem lepiej zignorować jego argument i trzymać się swojej argumentacji, by ponownie przechylić zwycięstwo na szalę swojej drużyny. Tak zrobimy w tej chwili, zostawiając drugiego bohatera tezy i zastanawiając się, czy naprawdę słuchając Frel możemy wynieść coś, co można by później stosować jako śląską godkę. Jak już wcześniej pisałem, jest nikłe prawdopodobieństwo, że ktoś po przesłuchaniu, przykładowo, śląskiej wersji Despacito, wyniesie z niej jakieś wartości merytoryczne i zapamięta ten występ dłużej, niż do następnego obejrzanego filmu. A co jeśli powieli tę czynność i tekst rzeczywiście utkwi mu w głowie? Czy to wypromuje śląską godke? Ciężko sobie wyobrazić, by można było kiedykolwiek w życiu codziennym zastosować komiczne wykonanie radiowych przebojów. Nawet jeżeli komuś spodoba się przeróbka raczej potraktuje ją w sposób prześmiewczy i nie wzbudzi do szacunku do użytego języka. Jak powiedział ostatni mówca z drużyny opozycji: „Wolałbym jednego człowieka, który potrafi powiedzieć zdanie po śląsku niż dziesięciu umiejących śpiewać Despacito”.
           
            Jak Państwo widzą, tytułowa teza jest bardzo kontrowersyjna i taki temat, aż sam się prosi o przeprowadzenie o nim szerszej rozmowy. Idę o zakład, że niejeden z szanownych czytelników, już podczas samego czytania artykułu kilkukrotnie zmieniał swoje nastawienie do promocji śląskiej godki. Jedyn człek wie, co dlań lepij, kultura wysoka czy popularna.


Kamil Szczygieł 


Pokaz Mody Śląskiej
Śląskie Gody - Skansen - 2018


We wtorek, 1 maja uczennice IV Liceum Ogólnokształcącego w Katowicach wystąpiły z Pokazem Mody Śląskiej zaprojektowanej przez Panią Mirosławę Szałastę w muzeum "Górnośląski Park Etnograficzny" w Chorzowie podczas 23 Śląskich Godów, których organizatorem był Związek Górnośląski.
Etno kolekcja mody pod tytułem Kolory Górnego Śląska, której autorką jest projektantka mody Mirosława Szałasta,  to adaptacja wzornictwa i elementów konstrukcyjnych ludowego bytomskiego stroju panny we współczesnych ubiorach damskich, (WST).W skład kolekcji wchodzi kilkanaście modeli ubiorów damskich, w których połączone są elementy tradycyjnego stroju ludowego ze współczesnymi trendami mody. W kolekcji dominują przestrzenne, geometryczne konstrukcje ubiorów oraz trzy podstawowe barwy. Zastosowanie tradycyjnego wzornictwa i techniki zdobniczej pozwoliło opracować interesujące projekty mody o niepowtarzalnym charakterze, które do dziś prezentowane są podczas pokazów mody.



Kolekcja mody Kolory Górnego Śląska była prezentowana  m. in. podczas pokazu mody, Katowice Fashion Week w 2015 roku, V i VI Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Katowicach w 2015 roku i 2016 roku, Międzynarodowej Konferencji Turystyki Dziedzictwa Przemysłowego w Zabrze w 2016 roku,konkursu Miss Polski Podhala, podhalańskich eliminacji do  konkursu Miss Polska w Nowym Targu,pokazu Polki Folki w Nowym Targu w 2016 roku i 2017 roku,a także Festiwalu Polsko - Irlandzkiego Polska Eire Festiwal w 2017 w Rudzie Śląskiej.
W naszej szkole mogliśmy podziwiać kolekcję w czasie Dnia Śląskiego w 2017r.




VII Dzień Śląski  w Maczku POKAZ MODY
Zapraszamy do relacji z pokazu mody jaki miał miejsce w czasie obchodów Dnia Śląskiego 8 grudnia 2017r. Moda inspirowana motywami śląskimi. Kreacje zaprojektowała Pani Mirosława Szałasta a zaprezentowały je uczennice naszego liceum. 

























VII Dzień Śląski  w Maczku 

 



8 grudnia odbył się w naszej szkole VII już Dzień Śląski organizowany pod hasłem NA ŚLĄSKU, O ŚLĄSKU I PO ŚLĄSKU. Uczniowie klas pierwszych mieli okazję podziwiać artystów Zespołu Tańca i Muzyki Śląsk z Koszęcina oraz tańce śląskie w wykonaniu Zespołu Małe Siemianowice




Największe wrażenie zrobił jednak pokaz mody, inspirowanej motywami śląskimi. Kreacje zaprojektowała Pani Mirosława Szałasta a zaprezentowały je uczennice naszego liceum, wzbudzając wśród publiczności niesamowity entuzjazm i emocje. 





Klasy pierwsze wzięły również udział w quizie pt. "Przaja ci Ślónsku", przygotowanym przez przedstawicieli Związku Górnośląskiego - Pana Grzegorza Franki oraz Dawida Wowrę






Klasy pierwsze przedstawiły również scenki z elementami kultury i gwary śląskiej. Najlepsza w zmaganiach okazała się klasa 1a.
 


  





 Śląskość (nie)potrzebna od zaraz?

Magdalena Kwaśniok, 3d 
Śląsk powinien zniknąć, bo nie zasługuje na istnienie, skoro jedyną formą, w jakiej się masowo spełnia jest prymitywny kabaret, którego komizmu istotą jest śląskość sama.”
 Dla większości odbiorców cały cytat Szczepana Twardocha mogłabym zakończyć w miejscu drugiego przecinka stawiając  kropkę. Podobno dzisiaj, żeby było dobrze, musi być kontrowersyjnie. Chyba tylko ja wciąż naiwnie wierzę, że moda na sensację minie, a merytoryka na zawsze zostanie w kanonie dobrego dziennikarstwa. Tak więc, wbrew wszystkim znakom na niebie i na ziemi, na łamach pisma o Śląsku i dla Ślązaków, przyznam panu Twardochowi rację. Dlaczego? Mieszkając w centrum Katowic widziałam setki ludzi krzyczących podczas marszów ruchu autonomii o swojej śląskiej odmienności, a w gruncie rzeczy wszyscy możemy sobie podać rękę z przysłowiowymi “Warszawiakami”. Każdy z nas funkcjonuje w myśl prostej zasady. Jako katowiczanka, mogę powiedzieć, że jest źle, bo jest… Ale żaden “obcy” nie będzie mi mówił, jak to u nas zagryza się wódkę węglem! Mało tego, krytykować miejscowi mogą między sobą, ale żeby tak puszczać w świat niepochlebne informacje? Przecież to prawie jak zdrada! A jednak, skoro słowo traci na znaczeniu, żeby krytyka coś zmieniła, musi zaboleć i trafić w samo sedno.
        Wszyscy na prawo i lewo trąbią o śląskiej autonomii, a ten tu pisze, że cały kulturalny region ma zniknąć. I to przez co? Przez Frele - trzy dziewczyny, które z braku laku śpiewają po śląsku piosenki, które z dzisiejszą Silesią nie mają wiele wspólnego. Tak, cała dyskusja rozbiła się o trzy wokalistki, dla których “hajer to nie żaden frajer”; o żart, który w oczach Twardocha, jak i moich, urósł do rangi symbolu. Gdy tylko próbowałam poruszyć ten temat w rozmowie ze starszą częścią mojej rodziny, padało proste hasło - dobrze, że śpiewają gwarą, bo my nie mogliśmy nawet nią mówić. Mówiąc inaczej, nieważne, co ludzie chcą przekazać po śląsku. Ważne, że przekazują coś w ogóle. Idąc tym tropem, może dajmy sobie spokój z jakimkolwiek pozytywnym PR-em i zróbmy z siebie polskie slumsy - będzie o nas głośno, a mniej się namęczymy. Tylko czy chcemy funkcjonować w takiej społeczności? Jeśli sami na siebie patrzymy ciągle z dystansem, a więc przez pryzmat śmiesznego Bercika czy też stereotypowego Ślązaka w jednym z musicali na deskach Teatru Rozrywki, nie oczekujmy, że innych nasza śląskość nie będzie śmieszyć.
        Chciałabym kiedyś z czystym sumieniem powiedzieć, że kocham Śląsk nie tylko z przywiązania. Śląsk, który tak wiele przeżył, a jednak potrafi spojrzeć w przód i dla którego największą wartością jest praca - nie tylko ta kilometry pod ziemią. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Naprawdę cieszę się, kiedy mogę polecić znajomym z Krakowa kawiarnie Kafyj, której jednak nazwa ma dla mnie drugorzędne znaczenie. Podoba mi się to, jak dumni ze swojego pochodzenia są ci z moich kolegów, którzy parają się rapem i cieszę się, że jako fan “starego” Myslovitz mogę triumfalnie powiedzieć - Rojek jest nasz. Śląsk to ziemia kontrastów, jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem, a my tak boleśnie nie potrafimy tego wykorzystać. Czasami gdy patrzę na popkulturę, myślę sobie, że żyję w zupełnie innym regionie, w którym wciąż powietrze bardziej się widzi niż się nim oddycha. Mówmy o Śląsku, śpiewajmy, krzyczmy, ale trzymajmy się jednej prostej zasady - jeśli nie mamy nic mądrego do powiedzenia, po prostu zamilczmy.
        Dlatego, parafrazując słowa Szczepana Twardocha, zadam pytanie: czy jeśli jedyną formą promowania śląskości jest robienie z niej kabaretu na potrzeby youtubowych subskrypcji, nasza tożsamość ma jeszcze sens?


DLACZEGO Z ŻURU CHŁOP JAK Z MURU?
Słowo żur pochodzi od niemieckiego przymiotnika "sauer" co oznacza "kwaśny, ukiszony". Początkowo kojarzony z biedą, był podawany w wersji bardzo ubogiej. 
Żur jedli górnicy na sniadanie, resztę zabierali ze sobą, by wzmocnić się podczas fajrantu. Z czasem ubogacano zupę dodając do niej kiełbasę a nawet kartofle. Pojawiło się powiedzenie: "Dobry żur, kiej w nim szczur" Chodziło o mięso, które wzbogacało danie, czyniąc je bardziej pożywnym. Wiadomo też było, ze z takiego żuru "chłop jak z muru" A siły hajer musiał mieć wiele. Błędne jest twierdzenie,że żur żeniaty to żur z tłuczonymi kartoflami. 
Żur żeniaty musiał zwyczajnie posiadać tzw. wkładkę. Na Śląsku kartofle sztamfowano ale też krojono w kostkę. Żur podawany według pierwszego sposobu musiał być spożywamy bezpośrednio po jego przygotowaniu. Obie wersje praktykowano na Śląsku i nadal się praktykuje. Generalnie żur kojarzy się z sobotą i "skończona robotą". Wyrósł z biedy ale jak wszystko na Śląsku ewaluował.






Czy bycie Ślązakiem jest modne?
Natalia Wrocławska 
Trudno w dzisiejszym świecie hipsterów, mass mediów i zalewającej cały świat kultury globalnej, stwierdzić co jest modne. Pytanie jak ocenić modę na Śląsk i bycie Ślązakiem, bo zdaniem wielu taka istnieje. Ludzie lubią się z czymś utożsamiać i w tym przypadku nasz region ze swoją kulturą i tradycją jest idealnym miejscem do pokazania swojej odrębności. Dużym zainteresowaniem cieszą się symbole i barwy Śląska nadrukowane na kubkach, czapkach i koszulkach, ale czy to pokazuje prawdziwe zainteresowanie folklorem i tym miejscem? 

Pytając moich rówieśników, licealistów z Katowic i okolic czy czują, że Śląsk jest modnym miejscem, prawie zgodnie odpowiedzieli że tak. Jednak bycie Ślązakiem to według nich nie moda, ale coś co płynie prosto z serca. W ostatnim czasie powstało, albo zyskało tak zwane drugie życie wiele miejsc, dzięki którym o naszym regionie zaczęła mówić cała Polska, a nawet media zagraniczne. Miałam przyjemność uczestniczyć w koncercie z okazji 45 urodzin katowickiego Spodka, który przyciągnął ludzi z całego kraju. Świadczy to o popularności tego miejsca, ale także o mądrym wykorzystaniu walorów naszego regionu i reklamowaniu go, nie jako centrum przemysłu ciężkiego, ale kultury, innowacji i rozrywki. Wiele osób wie, jak cudownym miejscem jest Park Śląski, który dwukrotnie przewyższa powierzchnią ten najsławniejszy, nowojorski Central Park. Te miejsca mają potencjał i co najważniejsze jest on wykorzystywany. Centrum Śląska przyciąga młodych ludzi, bo  to  tutaj odbywają się festiwale muzyczne i imprezy sportowe, tutaj jest ciekawie, nowocześnie, ładnie. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie, zaczynając od posłuchania muzyki klasycznej w jednej z najlepszych sal koncertowych świata, kończąc na Śląskim Rap Festiwalu. Ten wachlarz wydarzeń kulturalnych, miejsc spotkań i współpracy oraz nauki i innowacji sprawia, że Śląsk ucieka od stereotypu węgla, kopalń i hut, ale jest kojarzony jako nowoczesne i prężnie działające miejsce na mapie Polski.

Śląsk bez wątpliwości jest miejscem modnym, do którego ludzie chcą wracać i się tutaj rozwijać, ale czy ta sama moda dotyczy bycia Ślązakiem? Młodzi ludzie odpowiedzieli mi, że to płynie prosto z serca. Miłość do tego regionu, jego kultury, kultywowania tradycji. Jest duże zainteresowanie tym tematem, co potwierdza fakt, że w powszechnym spisie ludności  z 2011 roku kilkaset tysięcy osób zadeklarowało narodowość śląską, bo Ślązakiem trzeba się urodzić. Nie znaczy to jednak, że pozostałe osoby nie mogą utożsamiać się z tym miejscem. Najważniejszą rzeczą jest, że ludzie nie wstydzą się folkloru, ale są dumni z tego pochodzenia i dbają o tradycje. Trzeba pamiętać, że przywiązanie do małej ojczyzny nie może być kwestią mody, chwilowej czy długotrwałej, ale prawdziwego zaangażowania.






Wielkanocne Życzynia


Na te Wielkanocne Świynta wiary we Zmartwychwstałego Ponboczka życzymy !

Niych Wom na te Świynta kury jajec na kroszonki naniesom, a zajonczki podarkow przitargajom.

Niych Wom tyż wody we Wielkanocny Poniedziałek na śmiyrgusta niy braknie. 

Koło Regionalne z opiekunami. 


 Wielkanoc na Śląsku - tradycje i obrzędy.



Na Śląsku czas wielkanocny zaczyna się od Niedzieli Palmowej, kiedy to w kościołach święci się palmy - na pamiątkę tryumfalnego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy. Palmy zostają w domu przez cały rok, mają chronić dom przed piorunami. Od Niedzieli Palmowej aż do Wielkanocy to Wielki Tydzień,  czas modlitwy i zadumy, w domach porządki należało zakończyć do Wielkiego Czwartku.

Wielki Czwartek na Śląsku rozpoczyna obchód najważniejszych świąt w kościele katolickim - Mszą Św. Wieczerzy Pańskiej. W tym dniu ustanowiono dwa Sakramenty, Kapłaństwa i Eucharystii, a zarazem pamiętamy jak Chrystus wraz z Apostołami spożywał ostatnią wieczerzę w noc przed męką.

 Wielki Piątek to dzień ścisłego postu, na Śląsku również bez radia i telewizji, świadczy to o twardym charakterze Ślązaków. Wielki Piątek to jeden dzień w kościele katolickim, w którym nie odprawia się Eucharystii, trwają w kościołach Drogi Krzyżowe i adoracje Świętego Sakramentu, a wieczorem odprawia się liturgię Męki Pańskiej.

Wielka Sobota to dzień pieczenia świątecznych smakołyków, serników, babek i mazurków, to dzień wody i ognia oraz święconego jedzenia. W kościołach odbywa się święcenie pokarmów w wiklinowych koszach przykrytych białymi serwetkami - ludność Śląska nie wszędzie praktykuje święcone. W kościołach trwają również adoracje Najświętszego Sakramentu ustawionego przy "Grobie Bożym". Wieczorem lub nocą rozpoczyna się Wigilia Paschalna, poświęcenie "nowego ognia" symbolizujące światło Chrystusa. Drugim obrzędem mającym miejsce w Wielką Sobotę w czasie nabożeństwa jest święcenie wody. Po liturgii światła i wody, następuje liturgia Eucharystii i procesja rezurekcyjna, która głosi wieści o Zmartwychwstaniu Pańskim. Tradycje ludności na Śląsku zawsze były i są ściśle związane z wiarą katolicką, dlatego Ślązacy uczestniczą w obrzędach kościelnych.

 

Po Mszy Zmartwychwstania Pańskiego w Niedzielę Wielkanocną zasiada się do uroczystego śniadania. Na Śląsku to dzień " bez dymu" wówczas nie gotuje się już niczego na ogniu. Wielkanoc to nie tylko święta  dorosłych, którzy zasiadają za stołem, ale przeżywane są również przez dzieci.
Bajtlom, gyszynki  przinosi wielkanocny zajonczek, mianowany tyż czasym hazokiem. Gyszynki te dostowo sie we Wielkanocno Niydziela rano. Wielkanocny Poniedziałek to śmiyrgust, tak samo jak we cołkiej Polsce, lejom sie wodom, ale je w tym mało inkszość, bo we Polsce wszyjscy lejom wszyjskich, na Ślonsku zaś yno chopy lejom babow, za co dostowajom kroszonki. Ślonzoki kroszonkami mianujom malowane, abo zdobione jajca. Take jajco - kroszonka to symbol nowego życio i przypomniynie, że tyż nowe życie we niebie mogymy dostać po śmierci.



VI EDYCJA Dnia Śląskiego „Na Śląsku, o Śląsku, po śląsku”


"Śląska tożsamość to nie tylko dbałość o tradycję, 
ale również o to, jakim widzimy Śląsk w przyszłości".




Tą myślą można podsumować wykład prof. Zbigniewa Kadłubka, jak i całą, szóstą już edycję Dnia Śląskiego, którego częścią był wspomniany wcześniej wykład.
Nasza szkoła od lat stara się łączyć to, co tradycyjne z tym, co nowoczesne i jak na razie udaje się to bezbłędnie. 


Kolejny już raz mury Maczka wypełniły typowo śląska muzyka i śpiew, a aula pełna była kolorowych, regionalnych strojów. Plan dnia przepełniony był wykładami i występami, jednak punktem kulminacyjnym i najbardziej emocjonującym okazał się być konkurs śląskiej "godki", w którym nie zabrakło również reprezentantów naszego LO.
Patronat nad nim objęli Prezes Związku Górnośląskiego, Grzegorz Franki oraz poseł do PE, Marek Plura, więc i nagroda była proporcjonalnie "wielka" do patronów.

Uczestnicy walczyli nie tylko o tytuł "Młodzieżowego Górnoślązaka Roku", ale również o wyjazd do Strasburga. Patrząc jednak na słowa, które mają być niemalże myślą przewodnią tego dnia, trzeba zauważyć, że uczestnicy konkursu walczyli o coś znacznie ważniejszego. Nasi koledzy i uczniowie innych szkół pokazali, że nie tylko nie należy się wstydzić swojej tradycji i języka, ale wręcz przeciwnie, powinniśmy się nimi szczycić. Układając swoje monologi, mieli na celu jak najlepsze zaprezentowanie nie tyle siebie, co swojej małej ojczyzny - Śląska. Stąd też konkurs ten cieszył się dużym uznaniem w oczach widzów - uczestnicy nie walczyli o wygraną, ale o odnowienie śląskich tradycji, czego celem są obchody Dnia Śląskiego w Maczku.

Uczniowie po raz kolejny pokazali, że mimo zaniku śląskiego języka, dalej jest wielu młodych ludzi, którzy posługują się nim nie tylko na konkursach, ale także na co dzień w szkole i w domu.



Nasi reprezentanci, Kacper z klasy 1a i Mateusz z klasy 1d, świetnie sobie poradzili, tym samym dając powody do dumy całej naszej szkole. W tym roku wyjątkowo jury wybrało dwóch laureatów nagrody, a jednym z nich został... Mateusz Klęka!
Przygotowany przez pfof. Zioło i prof. Lizoń-Jure pokazał, co to znaczy być prawdziwym Ślązakiem i razem z drugą laureatką, Weroniką Finkbeiner z gimnazjum w Piekarach Śląskich, będzie gościł na okładce styczniowego wydania miesięcznika "Górnoślązak". Zwycięzcom gratulujemy i mamy nadzieję, że również w przyszłym roku uczniowie Maczka popiszą się śląską "godkom".








V EDYCJA Dnia Śląskiego „Na Śląsku, o Śląsku, po śląsku”

7 grudnia w naszej szkole będzie miała miejsce V edycja Dnia Śląskiego „Na Śląsku, o Śląsku, po śląsku”. W poprzednich latach w ramach tej imprezy debatowaliśmy o sprawach naszego regionu, przypomnieliśmy Henryka Sławika, przeprowadzaliśmy konkursy gwarowe i gościliśmy ciekawe postacie, które w swej działalności publicznej propagują szeroko rozumianą śląskość. Każdy Dzień Śląski uświetniały występy lokalnych zespołów i solistów. Gwiazdami jednej z edycji byli artyści Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. Nigdy nie zabrakło też śląskich przysmaków.                           










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz